Historia sypialni, która nie wygląda jakby ją ktoś zaprojektował.

Krakowska kamienica, mieszkanie dla singla. Biznesmen, kolekcjoner, człowiek, który wie czego chce. I który powiedział mi coś, czego żaden podręcznik projektowania nie przewiduje.
„Boję się tego projektowania"
Kiedy rozmawialiśmy o sypialni, mój klient powiedział wprost: boję się tego projektowania.
Nie dlatego, że nie wiedział, czego chce. Właśnie dlatego, że wiedział. I bał się, że będę z nim walczyć.
Powiedział, że najbardziej lubi spać na materacu leżącym na starym parkiecie. Że lubi, kiedy obok ma łóżka stosy książek. Że pod ścianami chce mieć obrazy i grafiki — te, które akurat chce oglądać, wymieniane co jakiś czas. Że nie chce niczego stałego, zdefiniowanego i zobowiązującego. Żadnych dekoracji, kolorów, ornamentów. Tylko on, książki i przestrzeń.
Zapytałam go: na czym polega problem? Dlaczego nie możemy zrobić dokładnie takiego projektu?Pozwolenie na pustą ścianę
Czy każda ściana powinna coś „robić"? Mieć na sobie meble, obrazy, tapetę, oświetlenie, cokolwiek. Czy pusta ściana to niedokończony projekt? A pusty pokój? Czy to porażka architekta?
Mój Klient chciał pustych ścian. Chciał, żeby pokój wyglądał tak, jakby się dopiero wprowadził i jeszcze nie zdążył kupić mebli — i żeby tak wyglądał zawsze. Nie potrzebował komody, stolika nocnego i zagłówka. Potrzebował powietrza.
I to jest dokładnie to, o czym pisałam w poprzednim tekście. Rolą architekta nie jest wypełnić przestrzeń. Jest dowiedzieć się, czego potrzebuje człowiek, który będzie w niej żył — i to zaprojektować. Nawet jeśli „to" oznacza: prawie nic.
Co tu w ogóle jest
Materac na podłodze. Biała pościel. Dwie czarne lampki — industrialne, ikoniczne, po obu stronach. Drewniany taboret. Stosy książek. Oprawione grafiki oparte o ścianę, nie powieszone.
Parkiet - stary. Betonowy sufit. Białe ściany. Okno wychodzące na podwórze. Dwuskrzydłowe, minimalistyczne drzwi na korytarz. I drugie, prowadzące do garderoby i dalej, do łazienki.
I stary piec kaflowy, który miał już odpocząć. Po prostu być, jak rzeżba.
To wszystko. I to wystarczy.
Zaprojektować wolność
Żeby ten pokój wyglądał tak, jakby go nikt nie projektował, trzeba go było...zaprojektować. Parkiet był wyzwaniem. W rozprutym mieszkaniu nie było podłogi. Nowa, idealna, nie wchodziła w grę. Zaprojektowaliśmy starą. Do pozyskania, odzyskania i odrestaurowania. Sufit — surowy beton z precyzyjnie poprowadzonymi szynami oświetleniowymi. Ściany — idealnie gładkie, białe, bez żadnego zbędnego elementu. Punkty elektryczne — dokładnie tam, gdzie są potrzebne. Drzwi - minimum spełniające funkcję.
Projekt polegał na tym, żeby zrobić tło. Ramę, która nie narzuca niczego. Przestrzeń, w której można położyć materac na podłodze i żeby to wyglądało jak świadomy wybór, a nie jak brak budżetu.
To jest najtrudniejszy rodzaj projektu — taki, w którym efektu pracy architekta nie widać. Widać człowieka, który w tym mieszka. Jego książki, jego grafiki, jego pościel, jego lampki. I pustą przestrzeń wokół, która jest dokładnie tam, gdzie ma być.
Można
Można spać na materacu na podłodze. Można nie mieć szafy w sypialni. Można trzymać książki w stosach na parkiecie. Można opierać obrazy o ścianę zamiast je wieszać. Można mieć sypialnię, w której jedynym stałym elementem jest podłoga.
To jest jedno z moich ulubionych wnętrz. Nie dlatego, że jest efektowne — ale dlatego, że jest uczciwe. Klient powiedział, jak chce żyć. I dokładnie taki projekt razem zrobiliśmy.
Wiesz, jak chcesz mieszkać, ale nie wiesz, jak to zaprojektować? Napisz do nas — od tego zaczynamy.